"Zostań, nie szukaj już
Gdzieś daleko
Tego co masz tu."
Kortez - Zostań
Ile razy szukamy gdzieś w świecie tego, co jest na wyciągnięcie ręki? Ja sama robiłam to nieskończoną ilość razy. Wyjeżdzałam, przeprowadzałam się, zmieniałam towarzystwo. Za chwię kolejna przeprowadzka. I widzę w tym wszystkim mój mały labirynt. W zasadzie każda ścieżka prowadzi w to samo miejsce. A ja chcąc czegoś uniknąć korzystac z moich superhiperekstra mocy i teleportowałam się na inną ścieżkę. Innymi słowy - zmieniałam coś radykalnie w życiu.
Tak wydawało mi się łatwiej. Mój przyjaciel często mi powtarzał, że zmiana myślenia wymaga zmiany otoczenia. Uwierzyłam mu. Złapałam się kurczowo tych słów, bo myślałam, że są dla mnie szansą. I tak kiedy pojawiały się większe problemy to uciekałam z tych miejsc, od towarzystwa czy konkretnych osób. Tak mi było wygodniej. Zabijałam problem w zarodku. Przynajmniej tak mi się wydało...
Czy ucieczka pomagała? Tak. Przynajmniej na początku, ale nic nie trwa wiecznie. Nie od wszystkiego można uciec. Są sytuacje, które dopadną człowieka w najmniej odpowiednim momencie. Tęsknota zacznie powolutku kiełkować, aż w końcu zacznie utrudniać oddychanie. Opuszczając jakieś miejsce zostawiamy tam też ludzi do których się tęskni. Opuszczając towarzystwo po jakimś czasie czujemy brak wspólnych chwil. I to wszystko wróci. Pojawi się w przypadkowo napotkanej osobie, piosence, książce...
Nie mówię tu o sytuacjach skrajnych, gdzie taka zmiana jest konieczna. Chodzi bardziej o ucieczkę przed tym, co oczywiste. O ucieczkę przed własnymi słabościami, uczuciami, problemami. O niewyjaśnione sytuacje, które ciągną się latami. O niedoprecyzowane relacje, które bolą. O te, które się powtarzają. Wtedy, gdy człowiek wpada w pewien schemat: problem-ucieczka-próba-problem-ucieczka-problem... i tak dalej. Kiedy czegoś nie możemy zaakceptować, ale jednocześnie nie potrafimy się tego rzucić na zawsze. Wybieramy tylko ślepe uliczki, pozornie dobre rozwiązania. Ucieczka wydaje się być łatwa.
Banalny przykład to rzucanie palenia. Takie "od już, od teraz". Kiedy człowiek z dnia na dzień postanawia, że kończy z nałogiem. Gratuluję wszystkim, którym się udało. Tylko, że większości się to nie udaje. Wytrzymują kilka dni, uciekają od imprez, towarzystwa... I przychodzi taki moment, że nie można już odmówić wyjścia. Kilka drinków, palące towarzystwo. Odmawiają raz, dwa... I w końcu dają się złamać. Rano kac moralny zagłuszają kolejnym papierosem. I tak do kolejnej ucieczki od palenia, znów nagłej. A wystarczyłoby nie iść na skróty. Rzucić stopniowo. Porozmawiać z sobą samym o oczekiwaniach i celach. To samo tyczy się relacji międzyludzkich i wynikających z nich problemów. Jeśli jakaś sytuacja męczy i dręczy to trzeba to wyjaśnić. Nie uciekać, bo wróci.
Odbiegłam od swojej początkowej myśli, ale to nic. Właśnie o tym chciałam napisać. Szukamy gdzieś daleko przyjaciół, miłości, szczęścia. A wszystko jest obok. Tylko przez niewyjaśnione sytuacje i problemy z przeszłości skreślamy wcześniejsze życie.
A ono lubi do nas wracać. Nawet jeśli myślimy, że tym razem się udało oszukać przeznaczenie. Lubi pogmatwać relacje i sytuacje. Lubi obudzić ze snu z poczuciem pustki. I będzie to robić do momentu, kiedy się z tym życiem nie pogodzimy. Nie przestaniemy szukać i uciekać. Dopóki nie staniemy do walki z problemami. Rozwiązania są czasem proste. Najczęściej wystarczy rozmowa. I wtedy już nie trzeba uciekać. Można żyć wśród tych, którzy dają szczęście. Tam, gdzie jest wszystko, czego potrzebujemy.
"Zostań, nie powiem ci
Że to miłośćChoć jesteś wszystkim czego w życiu trzeba mi..."Kortez - Zostań
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz